Ż... jak życie 22.11.2017

Życie... nasze codzienne... toczy się, jak lokomotywa w wierszu Tuwima. Rankiem powoli, ospale,  potem coraz szybciej, a wieczorem trudno wyhamować. Dzień w naszym domu rozpoczyna się  wcześnie,  parę minut przed  piątą. Najpierw wstaje Adam, niedługo po nim Nicola. Musi być gotowa do wyjścia punkt szósta. O tej godzinie podjeżdża po nasze dziecko bus, by zabrać  je do szkoły. Chwilę po szóstej zegarek budzi mnie, budzą  się też  maluchy, Starsze  dzieci my budzimy. Ciężko wstać i Ali i Wojtkowi, często też i mnie, szczególnie gdy moja noc była krótka. Najczęściej światła gasną w naszym domu po pierwszej w nocy. O północy podłączam pompę żywieniową Kasi.  Wstawać trzeba szybko, bo do szkoły i przedszkola  wyjazd najpóźniej 7.15. Odpalam samochód,   przypinam Salimę, zabieramy z Alą kawę w kubkach do samochodu i w drogę. 
Listopad dla całej naszej rodziny jest intensywny. W szkołach tempo nauki coraz szybsze. Coraz więcej zadań, słówek i projektów... Tak sobie myślę,, że dzieci  momentami pracują ciężej niż dorośli. O czym marzy siódmoklasistka gdy myśli o feriach??? Mamo, tak chciałabym się wyspać, poleżeć, obejrzeć jakiś serial, kilka dni bez nauki...  Dziecko w siódmej klasie wraca ze szkoły ok 16.30 /17.00 , posiłek i lekcje do nocy z przerwą na zajęcia dodatkowe tj: rehabilitację lub  angielski. W weekend na szczęście trochę luźniej. Wczoraj wyjątkowo wyciągnęłam moją zapracowaną córkę o  2o tej  na łyżwy. Poszła chętnie, choć z wyrzutami sumienia, że przecież jeszcze sporo zadań z matematyki zostało.
 Listopad to też czas niespodziewanych remontów. Któregoś listopadowego, deszczowego dnia, budzimy się... a tu pada z sufitu :-(  Trzeba było szybko szukać dekarza i zmieniać całą papę nad sypialnią. Spory wysiłek i logistyczny i finansowy :-(. Jeszcze raz dziękujemy Panu Michałowi Gałka za dar serca :-))) .
Remonty najczęściej w naszym domu trafiają się parami. Jak się jedno sypie to zaraz drugie...  Zaraz po dachu drobnego remontu wymagało też auto Adama. Wysiadł w Turanie alternator...  Bez alternatora nie da się jeździć :-(  Bez samochodów i to najlepiej dwóch w naszym domu też nie da się żyć.  Trzeba  było szybciutko zrobić. 

  Przyspieszyły tez w listopadzie procedury sądowe. Czekamy na powierzenie pieczy nad Nelą  jej rodzicom adopcyjnym.  Były ze dwie sprawy o opiekę prawną. Jeździmy więc po sądach. Sprawa reguluje się tez Granci, choć wolniej. Sąd musi  rodziców zawiadomić o rozprawie, ale jak ich znaleźć, skoro mieszkają gdzieś na działkach... nie mówią i nie czytają po polsku...
 Działo się tez dużo przyjemnych rzeczy. Mimo natłoku zajęć udało nam się dotrzeć do fryzjera, by profesjonalnie obciąć grzywki Salimie i Nicoli. Dziękujemy Justynie i Maciejowi Politowskim za przyjęcie nas w swoim "Salonie Cudownych Przemian" i za piękne warkocze francuskie uplecione naszym dzieciom :-)))
Gościliśmy też w niedzielę studentów fizjoterapii wraz z Panią dr Moniką Matecką. Studenci poznawali funkcjonowanie  pogotowia rodzinnego oraz przyglądali się  uczyli się diagnozować  dzieci. Miło było nam Was gościć :-)))
Dziękujemy Pani Aleksandrze Bartoszewskiej i Pani Barbarze Deniusz za śliczne ubrania, kosmetyki i zabawki dla dzieci :-)))) Dziękujemy Aldonie Frąszczak za  zabawki dla naszych dzieci :-)))

20171115_101638jpg20171119_161322jpg