Dzień jedynaka -Nicola 30.12.2017

Dzisiaj dotarła do nas bardzo smutna informacja. Nie żyje trzynastoletnia córka biologiczna rodziców, którzy prowadzili rodzinny dom dziecka w jednym z dużych miast Polski. :-((( Dziewczynka odebrała sobie życie :-(. Nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić bólu, który jest udziałem tych rodziców... Nikt nie wie dlaczego... wielu od wczoraj prowadzi dyskusję na forach..
Dzieci biologiczne to ważny i trudny temat. Ponoszą koszty bycia rz lub rdd...Muszą dzielić się z dziećmi przyjętymi przede wszystkim czasem rodziców, ich uwagą, czasami zabawkami... bywa że stają się obiektem krzywdzenia i manipulacji ze strony tych, którym pomagamy... szczególnie gdy w rodzinie są dzieci starsze. Warto pamiętać, że to za nie ponosimy największą odpowiedzialność, mimo że  nasza doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, dzielone najczęściej na kilkoro dzieci, pracę i dom.
W wirze życia trzeba być bardzo uważnym by dostrzec pierwsze niepokojące symptomy....  Nasze własne dzieci  także mają swoje problemy, bywają zazdrosne, z reguły wymaga się od nich więcej niż od dzieci przyjętych, które doświadczyły w życiu traumy, zapominając, że sama obecność innych dzieci może być traumą dla dziecka biologicznego w rodzinie, gdyż to te dzieci zajmują ich miejsce na kolanach mamy i taty.
Nie wszyscy się z tym poglądem zgadzają, ale to przede wszystkim dzieci  biologiczne muszą czuć się najbardziej kochane. Nie można w imię czynienia dobra i zbawiania świata, zniszczyć swojej rodziny. Warto też pamiętać o zasadzie hierarchizacji przychodzenia dzieci do rodziny, Dziecko przyjęte nie może być starsze od dziecka biologicznego. Uczą nas tego na wszystkich szkoleniach, choć czasami  PCPR-y same odstępują od tej zasady i umieszczają w rodzinach nastolatków, mimo że są tam biologiczne przedszkolaki. My też raz przyjęliśmy dziesięciolatkę, bardzo skrzywdzoną, w sytuacji gdy nasza Ala miała lat pięć, a Wojtek trzy. Nasze dzieci nie miały szans sobie poradzić... Dobrze że zauważyliśmy że dzieje się coś złego. Dziewczyna po cichu, gdy  nikt nie widział, opowiadała naszym dzieciom, że je porzucimy, wyjedziemy i nie wrócimy. Po ośmiu miesiącach w pogotowiu trafiła do zawodowej rodziny długoterminowej.
Dlatego dziękujemy Wam wszystkim, którzy pamiętacie, obdarowując nasze dzieci przyjęte, także o Ali, Wojtku i Nicoli :-)))  Nawet zwykły lizak otrzymany przy takiej okazji, jest dla nich ważny, ważniejszy niż by komukolwiek się wydawało. Nie chodzi o to co dostają, bo to wszystko, możemy im kupić sami, tylko że w ogóle się o nich myśli... Mamy to szczęście że prowadzimy pogotowie rodzinne i trafiają do nas małe dzieci. Obecnie różnica wieku między nimi a maluchami jest na tyle duża, że nie mają wspólnych zabawek i mało wspólnych spraw. Ala czasami mówi- to my prowadzimy pogotowie rodzinne. Czuje się już prawie dorosła :-))))  Jakoś
to w sobie poukładała. Chętnie nam pomaga. Mówi że gdyby mogła i była pełnoletnia adoptowałaby Kasię :-) Wojtek radzi sobie różnie. Tak jak Ala i Nicola ma swój pokój, ale  i swój świat. Bacznie Go obserwujemy... i słuchamy... Czasami Nicola jest zazdrosna i walczy o naszą uwagę, a że jest naszym dzieckiem adoptowanym i musiała we wczesnym dzieciństwie walczyć o życie, teraz też walczy do upadłego.  Dlatego w piątek wybraliśmy się tylko z Alą i Wojtkiem do kina na "Gwiezdna wojny" i "co nie co" potem, a dzisiaj swój dzień jedynaka miała Nicola. Pojechałyśmy do jej siostry biologicznej Weroniki, która wychowuje się w rodzinie zastępczej pod Śremem. Tylko my dwie. Nawet "obiad był na mieście", taki z zestawem z zabawką. Miałyśmy czas by porozmawiać w drodze, a potem bawiła się z Weroniką. Po wielkości bałaganu w pokoju  można uznać, że  dziewczyny dobrze się bawiły:-)))

20171230_165931jpg20171230_182659jpg20171230_142147jpg