Olek 27.05.2018

Mamy nowego chłopczyka - Olka. Olek ma półtora roku i trafił do pieczy zastępczej dwa tygodnie temu. Niestety nie do nas bezpośrednio, tylko do Domu Dziecka:-( Zastanawiam się jak to możliwe. Policja nie dzwoniła... W tej chwili w pogotowiach rodzinnych w Poznaniu tłoku nie ma. My w wyniku urlopowań, razem z Olkiem mamy pięcioro dzieci. Inne pogotowia też mogłyby przyjąć przynajmniej po jednym dziecku... a maluch trafia z interwencji do DD. Zresztą w grupie z której odbierałam Oleczka było kilkoro przedszkolaków... Podobno w placówkach nie powinny przebywać dzieci poniżej siódmego roku życia... Coś teoria zawarta w ustawie rozmija się z praktyką...  Chłopczyk jest spokojny, na razie najbardziej fascynują go szafki w salonie. Nie płacze, nie cieszy się.Na razie jest Mu obojętne kto się nim zajmuje.

W naszym domu poza urlopowaniem Nataszki i Zosi ostatnio nie wiele się dzieje. Takie codzienne sprawy. Wojtek znów dostał uwagę, że standardowo nie ma długopisu, ołówka, linijki, ekierki i kątomierza. O kleju i nożyczkach nie wspominając. Dostał kolejny komplet, chyba czwarty w tym roku. Oby do końca roku wytrzymał, bo więcej nie mam... W sierpniu uzupełnię zapasy.
Swoją drogą...gdy otrzymuję takie uwagi zawsze mam uczucia ambiwalentne. Bawi mnie to, wkurza i załamuje. Nauczyciel mając z Wojtkiem nauczanie indywidualne i komputer w każdej klasie, pisze: od kilku lekcji, od półtora tygodnia... a raz nawet było pisane pod koniec listopada - od początku roku szkolnego... Wojtek czegoś nie ma. Po co robimy zespoły IPET-owe i coś ustalamy... Gdyby nauczyciel napisał mi: na dzisiejszej lekcji Wojtek nie miał... to zaraz przed drugą lekcją by otrzymał: komplet linijek, ołówków, długopisów, zeszyt... Mam całą szafę takich przydasiów.   Odliczam do końca roku... i modlę się by Wojtek nie nałapał przez te ostatnie tygodnie punktów ujemnych i by dobrnął jakoś do końca tego półrocza. Dzisiaj (niedziela) o 19.30 mój synuś  przypomniał sobie że musi mieć na jutro bambusowe patyki na latawiec... Skąd ja Mu wezmę bambus w niedzielę! Nawet gdyby była handlowa, to i tak Liroy Merlin czynny do dwudziestej. Na szczęście bibuła, taśma, papier kolorowy, komplet wstążek do wiązania różnych rzeczy, jeszcze zalegały w szafie... listewki muszą być jednak inne. Bambus nie rośnie w naszym ogródku. Miejmy nadzieję że Wojtek zaliczy ten latawiec, nawet jak nie wzniesie się w powietrze.

Ala uzupełnia braki, w związku z pobytem w szpitalu, a ja płaczę ... i płacę za korepetycje... Większość przedmiotów dała radę sama... ale fizyka i chemia... szczególnie że, nie będąc dwa tygodnie w szkole, sama musi opanować po całym dziale wraz zadaniami. Taki los dziecka z siódmej klasy. Dwa tygodnie nieobecności to przynajmniej po jednym sprawdzianie i kartkówce z każdego przedmiotu do nadrobienia.


Nicola dzisiaj przechodzi sama siebie. Jutro jedzie na dwudniową szkolę przetrwania. Będą mieszkać dwa dni na terenie szkoły w namiotach,  hihi szkoła przetrwania dla nauczycieli. My będziemy przez dwa dni delektować się ciszą ;-) Nasze dziecko robi się co raz bardziej pyskate. Gdy groziłam, że jeśli nie przestanie się kłócić z Salimą, to za karę nie pojedzie... to odpowiedziała, że jak pojedzie to przynajmniej sobie odpoczniemy... i co z taką zrobić?