Wycieczka z atrakcjami... 30.07.2018

W poniedziałek zrobiłam Wojtkowi dzień jedynaka i zabrałam Go do Ciechocinka. Mieliśmy za zadanie odwieźć  moją Mamę na turnus rehabilitacyjny.  Pierwszy raz od wielu lat, dostała sanatorium w lipcu. Zawsze termin przypadał jej w marcu lub  w listopadzie. Wracała  z reguły przeziębiona.   Sanatorium Julianka nas trochę rozczarowało. Strona internetowa zachęcała, a real nie powalal... Wystrój - późny Gierek.  Pokoje trzyosobowe, obskurne. Za korzystanie z najtańszego  czajnika do wody i telewizora ok 14 cali trzeba zapłacić 30 zł... Ponoć basen niezły. W Ciechocinku byliśmy sporo przed czasem. Formalności trochę trwały, mama się rozpakowała, i stanęła w kolejce do pielęgniarki i lekarza, więc poszliśmy z Wojtkiem na obiad. Wojtek marudził że mało atrakcji na tej wyprawie. Nawet wielki kotlet schabowy nie poprawił Mu humoru... Atrakcje znalazły się same. W drodze powrotnej popsuł nam się samochód :-( Dojechaliśmy do Stawek  - dwie wioski za Ciechocinkiem. Nagle  było łup.. i samochód zaczął drżeć... hm.. Jak samolot gdy grzeje silniki... głośno i wszystko się trzęsie... Temperatura 35, słoneczko grzeje, a ja oglądam silnik.... Ulitował się nade mną przemiły Pan mieszkający w Stawkach. Przywiózł swojego kolegę mechanika, który dopatrzył się że pękł nam wiatrak od chłodzenia. Niestety  jechać dalej nie można, grozi uszkodzeniem chłodnicy.  Na szczęce mamy asistans. Na lawetę trzeba było czekać godzinę....Pan ze Stawek  nas ugościł na tarasie w cieniu, poczęstował wodą i colą... przeczekaliśmy do przyjazdu lawety.  Dziękujemy.:-)))  Lawetą wróciliśmy do Poznania, z przemiłym Panem Wojtkiem. Prostu do serwisu. Byliśmy na styk - za piętnaście dwudziesta pierwsza. Serwis do 21...  Chciał Wojtek atrakcje- miał!

20180730_204705jpg